Maroko po drodze – kilka refleksji po ostatnim wyjeździe.
- Tomasz Piech

- 23 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Koniec roku już tuż-tuż. W domu wszystko posprzątane i przygotowane na dzień jutrzejszy — dzień rodziny. Z piekarnika unosi się zapach chyba ostatniego w tym roku ciasta. Siedzę przed komputerem i przeglądam zdjęcia z naszego ostatniego wyjazdu do Maroka. Od samego patrzenia robi się trochę cieplej — od słońca, od wspomnień, od tej drogi.
Są miejsca, do których się wraca, ale za każdym razem przyjeżdża się tam inaczej. Maroko jest jednym z nich. Za każdym wyjazdem odkrywa się je od nowa, choć drogi bywają te same, a krajobrazy pozornie się nie zmieniają.
Ostatni wyjazd nie był o „zaliczaniu atrakcji”. Nie był o planie rozpisanym co do minuty ani o odhaczaniu punktów na mapie. Był o pokorze i szacunku do czasu, miejsca i ludzi. Bardziej o drodze niż o celu. O tempie, które narzuca pustynia i przestrzeń. O chwilach, w których wystarczy zatrzymać samochód, wyłączyć silnik i po prostu pobyć przez moment w ciszy.
Najmocniej zostają w pamięci nie widoki znane z folderów, ale to, co dzieje się pomiędzy. Kurz unoszący się za kołami, zmęczenie po całym dniu jazdy, herbata pita bez pośpiechu, rozmowy, które zaczynają się przypadkiem i kończą długo po zachodzie słońca. Spotkania z ludźmi, którzy pojawiają się na chwilę, a zostają w głowie na długo.
Maroko ma w sobie coś, co naturalnie spowalnia. Uczy cierpliwości i przypomina, że nie wszystko musi mieć sens, plan i cel. Czasem wystarczy droga, słońce, wiatr i obecność innych ludzi. Bez presji, bez oczekiwań, bez potrzeby ciągłego „robienia czegoś”.
Każda wyprawa jest inna — inni są ludzie, z którymi się jedzie, inne rozmowy i inne momenty, które zostają w pamięci. Ale jedno pozostaje niezmienne: poczucie, że podróż to nie tylko przemieszczanie się w przestrzeni, ale też zmiana perspektywy. Oderwanie się od codzienności i spojrzenie na świat z większym dystansem.
W takim duchu staram się, by wyglądały nasze wyjazdy. Bez pośpiechu. Bez udawania. Z czasem na drogę, rozmowę i zwykłe, ludzkie spotkania. Wracamy z piaskiem w butach, słońcem na twarzy i spokojem, który zostaje na dłużej niż sam wyjazd.
Autor: Tomasz Piech






























































Komentarze